Inflacja, recesja, zmiany klimatyczne i cyberataki wśród największych ryzyk dla biznesu. Większe zagrożenia powodują wzrost cen polis ubezpieczeniowych

Konflikty i napięcia geopolityczne wywołały serię powiązanych ze sobą globalnych zagrożeń. Wojna w Ukrainie, a wcześniej pandemia, która mocno dotknęła światową gospodarkę, sprawiły, że na pierwszy plan wysunął się kryzys energetyczny, inflacyjny, żywnościowy i bezpieczeństwa. Te z kolei pociągają za sobą ryzyko recesji i lawinę kolejnych zagrożeń, z którymi świat będzie się mierzyć w nadchodzących dwóch latach – pokazuje najnowsza edycja cyklicznego „Global Risks Report”. Tradycyjnie wysokie miejsce na liście najważniejszych ryzyk zajmują również zmiany klimatyczne i ich skutki. Wszystko to pociąga za sobą zmiany także na rynku ubezpieczeń, w tym m.in. duży wzrost zainteresowania cyberpolisami i wzrost cen polis D&O dla członków zarządów, którzy w przyszłości mogą zostać rozliczeni za decyzje podejmowane w trudnych czasach.

 Głównym wyzwaniem dla biznesu w najbliższych latach jest poczucie niestabilności, potwierdzone opinią respondentów ostatniego „Global Risks Report”, który corocznie wydajemy przy okazji konferencji ekonomicznej w Davos. W ramach tego badania aż 80 proc. respondentów oceniło perspektywy dla biznesu w krótkim, dwuletnim okresie jako niekorzystne i bardzo niestabilne. Natomiast w dłuższym, 10-letnim okresie połowa respondentów uważa, że te perspektywy nadal nie rysują się różowo – mówi agencji Newseria Biznes Artur Grześkowiak, prezes zarządu Marsh Polska.

„Global Risks Report” – opracowywany przez Światowe Forum Ekonomiczne we współpracy z Marsh McLennan i Zurich Insurance Group – jest przeglądem krótko-, średnio- i długoterminowych globalnych zagrożeń, który ma umożliwić ich zrozumienie i budowanie odporności na te ryzyka. Tegoroczna edycja raportu powstała na podstawie opinii ponad 1,2 tys. światowych ekspertów ds. ryzyka, decydentów i liderów wielu różnych branż. Co ciekawe, eksperci analizują w nim również to, w jaki sposób obecne i przyszłe zagrożenia mogą oddziaływać na siebie, tworząc tzw. polikryzys, o potęgującym się negatywnym wpływie i nieprzewidywalnych konsekwencjach.

– Tegoroczny raport wymienia trzy główne kategorie ryzyk: geopolityczne, o charakterze społecznym i o charakterze ekonomicznym – wymienia Artur Grześkowiak. – Mamy wojnę w Ukrainie, ale obserwujemy też konflikty i rywalizację geoekonomiczną pomiędzy państwami. To powoduje również większą ekspozycję na ryzyka technologiczne, ataki cybernetyczne, zagrożenie infrastruktury krytycznej i zakłócenia w łańcuchach dostaw. I tu już miękko przechodzimy do ryzyk ekonomicznych, gdzie również w wyniku wojny, a wcześniej pandemii mamy kroczącą inflację, obniżenie tempa rozwoju gospodarczego i kryzys zadłużenia poszczególnych gospodarek.

Wojna w Ukrainie, a wcześniej pandemia sprawiły, że na pierwszy plan wysunął się kryzys energetyczny, inflacyjny, żywnościowy i bezpieczeństwa. To z kolei pociąga za sobą lawinę kolejnych zagrożeń, które będą dominować w perspektywie następnych dwóch lat. Są wśród nich ryzyko recesji i rosnące zadłużenie, polaryzacja społeczeństw spowodowana dezinformacją i fake newsami, zaostrzająca się rywalizacja geoekonomiczna oraz ryzyko wstrzymywania przez poszczególne rządy działań na rzecz łagodzenia zmian klimatu.

– W tegorocznym rankingu ryzyka klimatyczne w perspektywie najbliższych dwóch lat zajmują aż pięć z 10 topowych pozycji – mówi Marcin Zimowski, dyrektor biura w Poznaniu Marsh Polska. – Wśród ryzyk klimatycznych najczęściej wymienia się rosnącą liczbę katastrof naturalnych i ekstremalnych warunków pogodowych oraz brak możliwości uniknięcia ich skutków. Natomiast w dłuższej, 10-letniej perspektywie respondenci ocenili, że ryzyka klimatyczne zajmują cztery pierwsze miejsca i aż sześć spośród 10 topowych zagrożeń. Co istotne, w 70–75 proc. odpowiedzi wskazywano, że stosowane obecnie metody zarządzania tym ryzykiem są nieskuteczne albo wręcz skrajnie nieskuteczne.

Według prognoz ekspertów zawartych w tegorocznym „Global Risks Report” w nadchodzących latach rządy będą musiały dokonać kompromisów w obliczu konkurujących ze sobą problemów dotyczących środowiska, społeczeństwa i bezpieczeństwa. Jeśli nie zaczną skuteczniej współpracować w zakresie łagodzenia skutków zmian klimatu i adaptacji do nich, w ciągu najbliższych 10 lat doprowadzi to do dalszego globalnego ocieplenia, katastrof ekologicznych i degradacji środowiska. Niepowodzenie w tym obszarze jest wskazywane jako jedno z głównych zagrożeń zarówno w krótko-, jak i długoterminowej perspektywie. 

Równolegle kolejne kryzysy i zaostrzająca się rywalizacja geopolityczna mogą wywołać niepokoje społeczne na niespotykaną dotąd skalę. Ich efektem mogą być malejące inwestycje w zdrowie, edukację i rozwój gospodarczy, a w zamian – rosnące wydatki na uzbrojenie.

– Z perspektywy biznesu największą obawą jest jednak wszystko to, co mieści się w kategorii ryzyka ekonomicznego, ryzyka spowalniającego działalność gospodarczą, związanego z utratą płynności przedsiębiorstw i stagflacją, która już jest obecna w wielu krajach. Międzynarodowy Fundusz Walutowy prognozuje, że w 2023 roku około 90 krajów wejdzie w techniczną recesję – mówi Artur Grześkowiak.

– Spowolnienie gospodarcze i wysoka inflacja wpływają również na sytuację na rynku ubezpieczeń finansowych, w tym na główny produkt tego rynku, czyli ubezpieczenie OC członków władz spółki, zwane popularnie D&O – dodaje Małgorzata Splett, dyrektor Działu Ubezpieczeń Finansowych Marsh Polska. – Wynika to z faktu, że zarządy spółek są po pewnym czasie rozliczane z decyzji podejmowanych w trudniejszych czasach. Rozliczają je nowe zarządy, właściciele lub – w najgorszej możliwej sytuacji, czyli upadłości – wierzyciele.

Jak wskazuje, to się przekłada na wzrost kosztów ochrony ramach polis D&O. W Polsce dodatkowo wpływają na to również zbliżające się jesienne wybory do parlamentu.

– Jeżeli będziemy mieć do czynienia z potencjalną zmianą władzy, to rzeczywiście może pociągnąć za sobą falę roszczeń w ramach ubezpieczeń D&O – mówi Małgorzata Splett. – Na to dodatkowo nakłada się wysoka inflacja, która powoduje, że ubezpieczyciele zaostrzają politykę. To zaś oznacza węższy zakres i wyższe koszty ochrony. Ubezpieczyciele D&O tłumaczą to m.in. wyższymi kosztami reasekuracji, koniecznością zawiązywania wyższych rezerw. Zresztą, gdyby popatrzeć na podstawową wypłatę z polisy D&O, która obejmuje opłacenie kosztów prawników wynajmowanych przez ubezpieczonego menedżera, to stawki prawników również rosną. Biorąc pod uwagę te wszystkie czynniki, można się spodziewać, że w tym roku przedsiębiorca kupujący polisę D&O zapłaci za nią więcej niż rok czy dwa lata temu.

Z cyklicznego raportu „Marsh Global Insurance Market Index” wynika, że ceny ubezpieczeń na świecie rosną umiarkowanie już od początku 2021 roku. Ostatni kwartał ub.r. przyniósł kolejny wzrost średnio o 4 proc., choć ceny ubezpieczeń majątkowych zanotowały jeszcze wyższy wzrost sięgający 7 proc., a ceny polis cybernetycznych wzrosły aż o 28 proc. r/r (choć i tak jest to spadek względem 53 proc. w porównaniu do III kwartału ub.r.).

– Cyberincydenty są wskazane jako jedno z top zagrożeń w „Global Risks Report”. Portfolio lokalnych polis cyber powiększa się i to rzeczywiście świadczy o świadomości klientów. W trakcie pandemii mówiliśmy, że głównym czynnikiem skłaniającym przedsiębiorców do zakupu takiej polisy były ataki ransomware. W tym momencie liczba tych ataków wciąż jest wysoka, ale czynników, które skłaniają firmy do zakupu cyberpolis, jest dużo więcej – mówi dyrektor Działu Ubezpieczeń Finansowych Marsh Polska.

Zachodni biznes wzmacnia swoją obecność w Ukrainie. To będzie kluczowe dla odbudowy tego kraju po wojnie

Trwająca od roku wojna w Ukrainie spowodowała w tym kraju ogromne straty gospodarcze i zniszczenia infrastrukturalne. Jak wskazują eksperci, odbudowa będzie wymagać znaczącego zaangażowania ze strony biznesu i zachodnich firm. Te – po początkowych obawach związanych z rosyjską agresją i wciąż trwającymi działaniami wojennymi – stopniowo wzmacniają swoją obecność w Ukrainie, traktując ją jako perspektywiczny rynek. Przykładem może być amerykański koncern Philip Morris International, który na początku lutego br. poinformował o zacieśnieniu relacji biznesowych i włączeniu Ukrainy do klastra obejmującego także Polskę, kraje bałtyckie i Mołdawię, którym pokieruje Polak, Michał Mierzejewski.

Ukraina jest dzisiaj w bardzo trudnej sytuacji i myślę, że jest to i tak dyplomatyczne określenie. Według różnych szacunków ukraińska gospodarka od wybuchu wojny skurczyła się nawet o 30 proc. Najbardziej dotkniętymi sektorami są rolnictwo, ale przede wszystkim przemysł. Przykładem jest tu przemysł metalurgiczny, którego produkcja skurczyła się nawet o 70 proc. Azowstal był przed wojną jednym z największych kombinatów metalurgicznych w Europie, odpowiedzialnym m.in. za produkcję elementów do elektrowni wiatrowych na potrzeby zachodnich klientów. Dzisiaj tej fabryki już nie ma – mówi agencji Newseria Biznes Sławomir Krenczyk, dyrektor zarządzający Fundacji im. Kazimierza Pułaskiego.

Wstępny szacunek, podany na początku stycznia przez ukraińskie Ministerstwo Finansów, pokazuje, że tamtejsze PKB skurczyło się w ub.r. o 30,4 proc. Szacunki Banku Światowego mówiły o jeszcze głębszym spadku, ponad 35 proc., przy 30-proc. inflacji, spadku realnych płac oraz skokowym wzroście ubóstwa z 18 proc. w 2021 roku do prawie 60 proc. w ubiegłym.

Sytuacja finansów publicznych w Ukrainie też jest bardzo trudna, ok. 60 proc. zobowiązań związanych z deficytem finansów publicznych jest dziś obsługiwanych dzięki środkom, które przychodzą doraźnie, pomocowo z Zachodu – mówi Sławomir Krenczyk. – Ten kraj już dzisiaj potrzebuje i będzie potrzebował pomocy zachodniej, będzie potrzebował inwestycji zachodniego biznesu, nowego planu Marshalla i powszechnego, szerokiego zaangażowania się w pomoc.

Ukraińskie władze oraz Europejski Bank Inwestycyjny wskazują, że łączny koszt powojennej odbudowy może wynieść ponad 1 bln dol. Zniszczeniu w dużym stopniu uległa bowiem m.in. infrastruktura cywilna, transportowa i energetyczna, która jest kluczowa dla ciągłości funkcjonowania gospodarki.

Ekspert Fundacji im. Kazimierza Pułaskiego ocenia, że inwestycje zagraniczne będą ważnym elementem wsparcia Ukrainy w procesie odbudowy i odtwarzania jej mocy gospodarczych po wojnie, a następnie stymulowania jej dalszego rozwoju.

Rola amerykańskiego, europejskiego, ale także polskiego biznesu jest ogromna – podkreśla. – Zwłaszcza polskie firmy mają tutaj ogromne możliwości wynikające zarówno z renty geograficznej, ponieważ jesteśmy najbliższym sąsiadem Ukrainy, jak i z bardzo dobrych relacji obu krajów i obu społeczeństw, które zdecydowanie ułatwią działania rodzimym przedsiębiorcom. 

Jak ocenia Sławomir Krenczyk, w tej chwili uwaga władz Ukrainy skupiona jest na pomocy doraźnej, głównie wojskowej i medycznej oraz na łataniu braków w infrastrukturze energetycznej.

Energetyka jest krwiobiegiem gospodarki, także ukraińskiej. Myślę, że pierwsza i najpilniejsza potrzeba to właśnie odtworzenie możliwości funkcjonowania ukraińskiego systemu energetycznego, który został bardzo silnie naruszony w ostatnich miesiącach, bo był celem rosyjskich ataków. W dalszej kolejności jestem pewien, że liczba zachodnich firm, które już dzisiaj planują zaangażowanie się w Ukrainie, będzie rosła, a potrzeby będą bardzo duże – prognozuje ekspert.

Już widać działania – na razie zwłaszcza ze strony amerykańskich koncernów – które pokazują, że mimo trwającej agresji rosyjskiej można traktować Ukrainę jako element normalnego układu gospodarczego – podkreśla Andrzej Sadowski, prezydent Centrum im. Adama Smitha. 

Najświeższym przykładem jest decyzja amerykańskiego koncernu Philip Morris, który na początku lutego br. poinformował o zacieśnieniu relacji biznesowych i włączeniu Ukrainy do klastra obejmującego Polskę, Litwę, Łotwę, Estonię i Mołdawię. Nowym obszarem biznesowym na mapie koncernu pokieruje Michał Mierzejewski, który został jednym z trzech wiceprezydentów firmy na Europę.

Oczywiście, póki trwa agresja Rosji, w dużej mierze jest to działanie bardziej symboliczne niż realne. Ale takie symboliczne działania bardzo szybko mogą przekształcić się w coś znacznie większego – ocenia Andrzej Sadowski. – To też pokazuje innym koncernom, które do tej pory nawet Polskę traktowały z ostrożnością, jako kraj w strefie toczącego się konfliktu, że ta przesadna ostrożność nie ma żadnego uzasadnienia i można podejmować działania wyprzedzające, traktując Ukrainę jako normalny, potencjalnie przyszłościowy rynek do działania dla tak dużego podmiotu gospodarczego, jakim jest Philip Morris – mówi Andrzej Sadowski.

Jak zauważa z kolei Polski Instytut Ekonomiczny (PIE), choć proces odbudowy jeszcze na dobre nie wystartował, to Polska już aktywnie wspiera Ukrainę w wojennych wysiłkach. Według danych Międzynarodowego Funduszu Walutowego tylko we wrześniu ub.r. wartość eksportu z Polski do Ukrainy była wyższa o 46 proc. niż rok wcześniej, natomiast import wzrósł w tym czasie o 23 proc. 

PIE szacuje też, że w przyszłości może znacząco wzrosnąć również skala polskich inwestycji bezpośrednich w Ukrainie. Według analityków w najbliższych pięciu latach ich wartość sięgnie ok. 30 mld dol. To zaś będzie oznaczać prawie 30-krotny wzrost, ponieważ jeszcze w 2021 roku Narodowy Bank Ukrainy szacował wartość bezpośrednich inwestycji z Polski na ok. 1,2 mld dol. Instytut prognozuje, że największe zaangażowanie rodzimych przedsiębiorstw będzie widoczne m.in. w sektorze energetycznym, budownictwie, części przemysłu czy usługach finansowych.

Zaangażowanie zachodniego biznesu będzie niezbędne, żeby ponownie włączyć Ukrainę w europejskie i globalne łańcuchy dostaw oraz odbudować jej potencjał gospodarczy. 

Nie ma wątpliwości, że po barbarzyńskiej rosyjskiej agresji na Ukrainę doszło do przeorientowania się perspektyw, zarówno politycznych, społecznych, jak i gospodarczych w myśleniu elit i społeczeństwa ukraińskiego. Dzisiaj Ukraińcy myślą o przyszłości swojego kraju zdecydowanie w kontekście współpracy z Zachodem, w tym z Polską. Z punktu widzenia Europy, Polski i tutejszego biznesu jest to sytuacja, na którą należy się przygotować – mówi Sławomir Krenczyk.

Włączenie Ukrainy do europejskich struktur może się przyczynić do wzrostu bezpieczeństwa, o ile sama Ukraina przyjmie standardy europejskie i amerykańskie, od których otrzymuje dzisiaj wydatną pomoc militarną. I zmieni się na tyle, że będzie miejscem bezpiecznym dla własnych obywateli – dodaje Andrzej Sadowski.

Rośnie liczba nowych przyłączeń do sieci ciepłowniczych. Poprawi to jakość powietrza w polskich miastach

W ubiegłym roku w 14 miastach Polski, w których działa PGE Energia Ciepła, do sieci ciepłowniczych zostały podłączone budynki o łącznym zapotrzebowaniu na moc cieplną sięgającym 220 MWt. Spółka podkreśla, że to najlepszy sposób na poprawę jakości powietrza, ponieważ użytkownicy ciepła systemowego odchodzą od ogrzewania domowymi piecami i lokalnymi kotłowniami węglowymi, które bezpośrednio przyczyniają się do tzw. niskiej emisji i smogu. Dlatego też PGE Energia Ciepła od wielu lat promuje ciepło systemowe i jego efektywne wykorzystanie, ale działania edukacyjne i prośrodowiskowe spółki sięgają też dużo szerzej. ​

– Nowe przyłączenia wpisują się znakomicie w poprawę stanu jakości powietrza dlatego, że ciepło dostarczane przez nas charakteryzuje się minimalnym oddziaływaniem na środowisko, natomiast ciepło wytwarzane lokalnie, w przestarzałych kotłach, ze słabej jakości paliw wiąże się z niską emisją, główną przyczyną powstawania smogu w miastach – mówi Przemysław Kołodziejak, prezes zarządu PGE Energia Ciepła SA.

Jak wska­zują dane Generalnego Inspektoratu Ochrony Środowiska, indywidualne źródła ciepła – a przede wszystkim tzw. kopciuchy, czyli przestarzałe piece na węgiel – są w Polsce głównym trucicielem powietrza. Odpowiadają za 50 proc. emisji pyłów i ponad 80 proc. emisji rakotwórczego benzo(a)pirenu, stanowiąc główną przyczynę tzw. niskiej emisji i smogu w miastach i na ich obrzeżach. Naj­lep­szym – i najwygodniejszym z punktu widzenia użytkowników – sposobem ograniczania tego problemu jest podłą­czanie budynków do sieci cie­płowniczej i ogrze­wa­nie miesz­ka­ń cie­płem sys­te­mo­wym. W ten sposób można ograniczyć emisję pyłów zawieszonych niemal 50-krotnie, a benzo(a)pirenu – ponad 150-krotnie (dane ICEB 2018).

– W ubiegłym roku przyłączyliśmy 220 MW nowych odbiorców, to jest porównywalne z miastem wielkości 150–180 tys. mieszkańców. Najwięcej udało się przyłączyć w Krakowie, prawie 60 MW, na które złożyło się 262 projekty. Na drugim miejscu uplasował się nasz oddział Wybrzeże, czyli Gdańsk i Gdynia – mówi Przemysław Kołodziejak.

W Małopolsce do ciepła sieciowego z roku na rok przyłącza się coraz więcej odbiorców. Tamtejszy Oddział PGE Energia Ciepła Nr 1 w Krakowie w ubiegłym roku po raz kolejny z rzędu odnotował rekordowy wynik, realizując łącznie 262 projekty związane z rozwojem rynku ciepła, co przełożyło się na 60 MWt nowych przyłączeń. Z kolei w przypadku PGE Energia Ciepła Oddział Wybrzeże ciepło z dwóch nadmorskich elektrociepłowni (w Gdańsku i Gdyni) popłynęło do nowo przyłączonych budynków o łącznym zapotrzebowaniu na moc cieplną w wysokości 48,5 MWt. To oznacza, że tylko nowi, podłączeni w ubiegłym roku klienci na Wybrzeżu zamawiają prawie taką samą moc cieplną, jaką zużywa pobliski Tczew.

Łącznie w 2022 roku w 14 miastach Polski, w których działa PGE Energia Ciepła, do sieci ciepłowniczych uzyskały dostęp budynki o zapotrzebowaniu na moc cieplną 220 MWt. To zaś bezpośrednio przyczynia się do poprawy jakości powietrza, ponieważ użytkownicy ciepła odchodzą od ogrzewania domowymi piecami i lokalnymi kotłowniami węglowymi, które przyczyniają się do tzw. niskiej emisji.

– Jako dostawca ciepła praktycznie od zawsze promowaliśmy racjonalne, oszczędne metody gospodarowania tym ciepłem. Ma to wpływ na wysokość rachunków, jakie płacą nasi odbiorcy, ale także na środowisko. Ta kwestia jest szczególnie istotna w ostatnich miesiącach, ponieważ na skutek wojny i kryzysu energetycznego wywołanego wojną w Ukrainie koszty ciepła i energii elektrycznej gwałtownie wzrosły. Dlatego wspólnie z Polskim Towarzystwem Elektrociepłowni Zawodowych uruchomiliśmy kampanię społeczną „Liczy się ciepło”, w której podpowiadamy naszym odbiorcom, jak należy ustawiać termostaty, wietrzyć mieszkania czy korzystać z ciepłej wody, aby zaoszczędzić znaczne ilości ciepła, a przez to obniżyć rachunki – mówi prezes PGE Energia Ciepła SA.

Badanie ARC Rynek i Opinia przeprowadzone dla Polskiego Towarzystwa Elektrociepłowni Zawodowych pokazało, że większość Polaków czuje się niedoinformowana w kwestii oszczędzania ciepła i szuka porad na ten temat w internecie, u rodziny bądź znajomych. Ogólnopolska kampania „Liczy się ciepło” ma dostarczyć im wiedzy na ten temat i promować prooszczędnościowe postawy. Jest kierowana do odbiorców ciepła sieciowego, ale także osób na co dzień korzystających z indywidualnych źródeł ciepła w domach jednorodzinnych oraz klientów instytucjonalnych: spółdzielni, wspólnot mieszkaniowych, przedsiębiorstw, placówek ochrony zdrowia czy oświaty, które mogą m.in. zapoznać się z korzyściami płynącymi z wymiany źródeł ciepła i termomodernizacji budynków. Szczegóły kampanii, harmonogram działań i porady dotyczące oszczędzania są dostępne na stronie www.liczysiecieplo.pl. 

– Kwestie ekologiczne są dla naszej firmy bardzo ważne, zarówno w codziennej działalności, gdzie staramy się minimalizować oddziaływanie na środowisko przy wytwarzaniu ciepła i energii elektrycznej, ale także poprzez angażowanie się w różnego rodzaju przedsięwzięcia służące poprawie przyrody. Jednym z takich działań jest program pod nazwą „Lasy pełne energii”, gdzie w ubiegłym roku posadziliśmy ponad 20 tys. drzew. Dzięki temu pomagamy odbudować stan zalesienia i polepszać jakość powietrza w miastach, w których prowadzimy działalność – mówi Przemysław Kołodziejak. 

Jedną z flagowych inicjatyw Grupy PGE w obszarze ochrony środowiska są też działania ukierunkowane na ochronę ptaków, m.in. bocianów i sokołów wędrownych, które są jednym z najrzadszych w Polsce gatunków. Szczególnie upodobały sobie kominy należących do elektrociepłowni w Gdyni, Lublinie-Wrotkowie, Toruniu i Gdańsku. W ubiegłym roku w tych sześciu gniazdach z 13 jaj złożonych przez sokoły wędrowne wykluło się osiem piskląt. Wszystkie ptaki są obrączkowane przez ornitologów ze Stowarzyszenia na rzecz Dzikich Zwierząt „Sokół”, z którym Grupa PGE współpracuje od ponad 10 lat.

– Współpracując z lokalnymi społecznościami, od wielu lat prowadzimy program pod nazwą „Dzielimy się ciepłem”, który jest skierowany do najbardziej potrzebujących odbiorców. Poprzez instytucje pomocy społecznej wspieramy tych, którzy z różnych przyczyn mają problemy z regulacją rachunków za ciepło. Wspieramy również przedszkola, żłobki, dzięki czemu ci odbiorcy ciepła mogą znacząco obniżyć wysokość płaconych przez siebie rachunków. W ubiegłym roku kwota przeznaczona na ten program sięgnęła pół miliona zł, w ciągu ostatnich pięciu lat na realizację tego programu wydaliśmy około 2 mln zł – mówi prezes PGE Energia Ciepła SA.

Ogólnopolski program „Dzielimy się ciepłem” jest skierowany do najbardziej potrzebujących odbiorców, w tym organizacji pożytku publicznego, korzystających z ciepła sieciowego w miastach, w których PGE Energia Ciepła ma swoje elektrociepłownie. Zapewnia wsparcie w postaci dopłat m.in. do rachunków za ciepło i ciepłą wodę użytkową. Tylko w 2022 roku spółka przekazała na ten cel środki w wysokości ponad pół miliona złotych, które trafiły do 30 organizacji.

Po wybuchu wojny w Ukrainie na początku ubiegłego roku w pomoc uchodźcom napływającym do Polski szeroko zaangażowali się też pracownicy spółki, którzy włączyli się w zbiórki produktów żywnościowych, ubrań, artykułów najpilniejszej potrzeby i paczek dla dzieci, organizowali wolontariat, przyjmowali uchodźców pod swój dach albo oferowali swój transport potrzebny przy dostarczaniu darów.

Ambitne plany Portu Gdańsk. Rekordowe przeładunki rodzą konieczność wielomiliardowych inwestycji kolejowych

Pod względem wielkości przeładunków ubiegły rok był rekordowy dla Portu Gdańsk. Największy wzrost wygenerowały dwie grupy ładunkowe, czyli węgiel i ropa naftowa, na co wpływ miała sytuacja gospodarcza i polityczna związana z wojną w Ukrainie. Istotne okazały się też prowadzone w porcie wielomiliardowe inwestycje, które w nadchodzących latach nie zwolnią tempa. Duże znaczenie będą miały prowadzone projekty kolejowe, które mają usprawnić dostarczanie towarów w głąb kraju.

 Rekordowe przeładunki w 2022 roku oznaczają nowy benchmark i nowe wyzwania związane z realizacją potrzeb państwa, które ponownie będą dotyczyć węgla i ropy naftowej. Zresztą nie tylko polskiego państwa, ale także potrzeb po stronie niemieckich rafinerii – mówi agencji Newseria Biznes Sławomir Michalewski, wiceprezes ds. finansowych zarządu Morskiego Portu Gdańsk. – Rafinerie w Leunie i w Schwedt to są główne rafinerie we wschodniej części Niemiec, którym port w Rostocku jest w stanie dostarczyć tylko ok. 8 mln t ropy. Natomiast moce produkcyjne i potrzeby tych rafinerii przekraczają 20 mln t ropy. Dlatego w tym roku czeka nas duże zadanie związane z zapewnieniem zaopatrzenia w ropę naftową tych niemieckich rafinerii.

Według danych Ministerstwa Infrastruktury ubiegły rok był rekordowy dla strategicznych polskich portów morskich, które w sumie przeładowały 133,2 mln t ładunków, co stanowiło ok. 18-proc. wzrost r/r. Duży udział miał w tym Port Gdańsk, w którym przeładowano ogółem 68,2 mln t ładunków, czyli o ponad 28 proc. w stosunku do 2021 roku. Jest to zarazem najwyższy wynik gdańskiego portu w historii.

– Na ten wzrost złożył się głównie węgiel, którego w ubiegłym roku zaimportowaliśmy do Polski 12,5 mln t, oraz dodatkowy import ropy naftowej przez nasz terminal Naftoport – wyjaśnia dyrektor finansowy portu.

Jak wskazuje, po wybuchu wojny w Ukrainie port stanął wobec wyzwań związanych z jej gospodarczymi konsekwencjami i embargiem na dostawy rosyjskiego węgla. Porty morskie, w tym Gdańsk, musiały przejąć wolumen tego surowca z odległych kierunków. Wzrost w przeładunkach węgla przekroczył 175 proc., a w paliwach płynnych – 35 proc. Znacząco większe były także przeładunki drewna (o ponad 413 proc.) i rud (o ponad 133 proc.).

– Po wybuchu wojny Port Gdańsk musiał szybko zareagować na potrzeby polskiej gospodarki związane z importem mocno zwiększonych ilości węgla i ropy naftowej. Dalej musieliśmy też dokładniej przyjrzeć się potrzebom zgłaszanym do nas przez podmioty ukraińskie, które w związku z blokadą Morza Czarnego musiały znaleźć alternatywne drogi do tego, aby realizować swoje kontrakty handlu zagranicznego – mówi Sławomir Michalewski. – W nadchodzącym czasie musimy m.in. przygotować się na większą liczbę ładunków, które będą docierać do Portu Gdańskiego drogą kolejową z Ukrainy. Budowanie łańcucha dostaw do Morza Bałtyckiego – jako alternatywnego w stosunku do Morza Czarnego – leży w jej dużym interesie, aby móc stworzyć sobie dodatkowe możliwości eksportu swoich płodów rolnych i produktów stalowych.

Wpływ na rekordowe wyniki Portu Gdańsk miała nie tylko sytuacja gospodarcza i polityczna, ale również inwestycje – zwłaszcza w Porcie Wewnętrznym, gdzie zmodernizowano ok. 5 km nabrzeży, które służą bieżącym przeładunkom i wprost przekładają się na możliwości obsługi dodatkowego wolumenu towarów. Całkowity koszt tej inwestycji to ponad 595 mln zł. Zrealizowane zostały również inwestycje poprawiające kolejowy dostęp do portu.

Jesteśmy po bardzo dużej przebudowie systemu dróg kolejowych na terenie portu. Wybudowaliśmy ponad 10 km nowych torów. To umożliwiło lepsze skomunikowanie nabrzeży, zwiększenie długości i nośności pociągów – mówi wiceprezes zarządu Morskiego Portu Gdańsk.

Jak wskazuje, inwestycje prowadzone przez port były kompatybilne z inwestycjami przeprowadzonymi przez PKP PLK. Pod koniec ubiegłego roku kolejowa spółka podsumowała prowadzone przez ponad 30 miesięcy prace nad rozbudową sieci kolejowej gdańskiego portu, których sumaryczny koszt sięgnął 1,1 mld zł.

– To m.in. budowa trzech nowych stacji na bezpośrednim zapleczu portu, 70 km nowych torów i stacja Gdańsk Port Północny – 28 torów o pełnej długości 740 m. To jest już standard europejski – mówi Sławomir Michalewski. – Inwestycje potrzebne w Porcie Gdańsk to z pewnością inwestycje związane z zapewnieniem bezpieczeństwa i stabilności transportu kolejowego, jego odporności na ewentualne problemy. To jest budowa drugiego mostu kolejowego, który połączy głębokowodną część Portu Gdańskiego, terminal kontenerowy, ale również terminale węglowe ze stałym lądem, bo trzeba pamiętać, że ta część portu znajduje się na wyspie i prowadzi do niej tylko jeden most kolejowy. W mojej ocenie to w tej chwili najbardziej priorytetowa inwestycja, którą należy zrealizować.

Rozwój kolei dużych prędkości także będzie mieć znaczenie dla działalności portu, choć niebezpośrednie.

Jest to bardzo ważny projekt, który pozwoli odciążyć z pewnością linie kolejowe towarowe, które biegną do portu w Gdańsku. Udział obsługi kolejowej Portu Gdańsk waha się między 28 a 35 proc., więc w każdym roku rośnie. W tej chwili nasza zdolność obsługi wysyłki pociągów w głąb kraju z portu to jest ponad 50 pociągów dziennie. Z naszej perspektywy jest to więc upłynnienie ruchu do i z portu – mówi ekspert.

Pod względem przeładunków Port Gdańsk zajmuje obecnie drugie miejsce na Bałtyku. Jest też najszybciej rozwijającym się portem ostatniej dekady, ze wzrostem przeładunków sięgającym w tym czasie 170 proc. Jednak ten szybki wzrost pociąga za sobą konieczność dalszych wielomiliardowych inwestycji. Planowane i w trakcie realizacji są już przedsięwzięcia opiewające na ponad 4,2 mld zł.

Zimą rośnie liczba szkód zgłaszanych ubezpieczycielom. Wielu z nich winne są nieodśnieżone chodniki i lód zalegający na dachach

– Właściciele i zarządcy nieruchomości mają obowiązek uprzątnięcia nagromadzonego śniegu i lodu z chodników przylegających do danej posesji – mówi Monika Lis-Stawińska z Compensy. W przeciwnym wypadku grozi im mandat lub grzywna, jednak konsekwencje takiego zaniedbania mogą być dużo poważniejsze. Na nieodśnieżonym czy pokrytym lodem chodniku przechodzień może się poślizgnąć i złamać nogę lub doznać innego urazu ciała. Polisa OC pokryje wprawdzie koszty leczenia poszkodowanego, ale to jedynie finansowy aspekt odpowiedzialności właściciela. Warto przy tym pamiętać, że taki upadek może doprowadzić do niepełnosprawności lub nawet śmierci.

 Gwałtowne opady śniegu i niskie temperatury mogą zimą stanowić poważne zagrożenie dla zdrowia i mienia. Według naszych danych w grudniu 2021 roku udział szkód zgłoszonych z tytułu śniegu lub niskich temperatur stanowił 4 proc. ze wszystkich szkód związanych z warunkami atmosferycznymi, ale w ubiegłym roku ten odsetek wzrósł już do 41 proc. – mówi agencji Newseria Biznes Monika Lis-Stawińska, dyrektor zarządzająca Departamentu Likwidacji Szkód Kompleksowych w Compensa TU SA Vienna Insurance Group.

Mroźna i śnieżna zima, szczególnie w tym roku, to nie tylko wyższe rachunki za ogrzewanie, ale i szereg zagrożeń związanych z niewłaściwym utrzymaniem stanu dróg, chodników i nieruchomości, które do nich przylegają. Towarzystwa ubezpieczeniowe notują w tym okresie znacznie więcej szkód zarówno osobowych – w tym m.in. złamań, skręceń i innych uszkodzeń ciała – jak i majątkowych, do których zalicza się np. uszkodzenie karoserii samochodu przez spadający z dachu sopel czy uszkodzenie dachu budynku powstałe pod naciskiem śniegu.

– Zalegająca pokrywa śnieżna może doprowadzić do uszkodzenia konstrukcji i pokryć dachowych. Przykładem może być szkoda, którą likwidowaliśmy w ubiegłym roku, polegająca na zawaleniu się 700-metrowego dachu. Przyczyną było nagromadzenie się pokrywy śnieżnej na poszyciu dachowym. Szkoda opiewała na ponad pół miliona złotych, oprócz budynku uszkodzeniu uległy również maszyny i urządzenia oraz ziemiopłody – mówi ekspertka. – Dlatego właśnie warto posiadać ubezpieczenie mienia, ponieważ w przypadku takich szkód będzie ono chronić nasz majątek.

Ubezpieczenie nieruchomości od ryzyk zimowych można wykupić jako osobną polisę, ale ochrona przed skutkami niekorzystnych warunków pogodowych – w tym śniegu i lodu – to na ogół standardowy element dobrowolnych ubezpieczeń nieruchomości.

Posiadanie takiej polisy nie oznacza jednak, że właściciel lub zarządca nieruchomości – domu, bloku bądź kamienicy – może zlekceważyć konieczność usuwania zalegającego śniegu czy lodu. Przede wszystkim zobowiązują go do tego przepisy Prawa budowlanego, które przewiduje, że za niezapewnienie bezpiecznego użytkowania obiektu grozi kara grzywny, a nawet ograniczenia bądź pozbawienia wolności do roku. 

W praktyce nieodśnieżony chodnik czy zalegający na dachu śnieg najczęściej grozi kilkusetzłotowym mandatem, ale właściciele i zarządcy nieruchomości powinni usuwać go jak najszybciej, ponieważ – w miarę lodowacenia lub topnienia – jego ciężar rośnie. Mokry śnieg potrafi być nawet kilkukrotnie cięższy niż świeży i zagrozić np. konstrukcji dachu.

Dlatego właśnie ważne jest, aby – w przypadku obfitych opadów – na bieżąco kontrolować nagromadzony na poszyciu śnieg i w miarę możliwości na bieżąco go usuwać – podkreśla Monika Lis-Stawińska.

Dbanie o odśnieżanie budynku i jego otoczenia to obowiązek zarządcy lub właściciela budynku. W przypadku kiedy ktoś złamie nogę na nieodśnieżonym chodniku albo czyjś samochód zostanie zniszczony przez spadający z dachu lód, poszkodowany może domagać się od właściciela nieruchomości odszkodowania i zwrotu kosztów poniesionych w związku z wypadkiem. W praktyce ta kwota może się okazać pokaźna i obejmować np. koszty leczenia, rehabilitacji, naprawy samochodu, a w skrajnych przypadkach – kiedy poszkodowany doznał cięższego uszczerbku na zdrowiu i stracił możliwość pracy zarobkowej – może żądać od właściciela budynku renty.

– Warto mieć wówczas ubezpieczenie odpowiedzialności cywilnej, ponieważ w przypadku szkody polegającej na uszkodzeniu ciała, np. na śliskim chodniku, odpowiedzialność przejmuje ubezpieczyciel – mówi dyrektor zarządzająca Departamentu Likwidacji Szkód Kompleksowych w Compensa TU SA Vienna Insurance Group.

Inwestycje w kolej będą ważnym elementem odbudowy Ukrainy. Ułatwią również integrację kraju z Unią Europejską

Integracja polskiego i ukraińskiego systemu kolejowego będzie jednym z kluczowych elementów włączania tego kraju w struktury UE. Jak na razie utrudnia ją wiele czynników – od różnic w rozstawie torów i taborze, poprzez różne systemy zasilania trakcji elektrycznej, aż po bariery biurokratyczne. Dlatego też ten proces – który ma być jednym z elementów większego planu odbudowy Ukrainy z powojennych zniszczeń – będzie wymagać wielomiliardowych inwestycji. Komisja Europejska podkreśla jednak, że środki na ten cel będą ściśle powiązane z integracją Ukrainy z UE i reformami w tym kraju.

 Połączenie ukraińskiego systemu kolejowego z europejskim na pewno będzie wymagało inwestycji – chociażby ze względu na kwestie techniczne, takie jak rozstaw torów. Jednak już widać, że to będzie część większego procesu odbudowy Ukrainy ze zniszczeń wojennych, który właśnie się zaczyna. Unia Europejska i inni partnerzy międzynarodowi z grupy G7 współpracują z rządem Ukrainy, przygotowując ten proces odbudowy – mówi agencji Newseria Biznes Maciej Popowski z Dyrekcji Generalnej Komisji Europejskiej ds. Polityki Sąsiedztwa i Negocjacji w sprawie Rozszerzenia UE.

Jak pokazuje listopadowy raport TOR („Polsko-ukraińskie relacje kolejowe. Stan obecny, potencjał, wyzwania”), kolej w Ukrainie to drugi pod względem wielkości system transportu kolejowego w całym regionie Europy Środkowo-Wschodniej, niezbędny dla rozwoju tamtejszej gospodarki. Łączna długość torów kolejowych w Ukrainie wynosi ponad 20 tys. km, z czego 45 proc. jest zelektryfikowane. Rocznie kolej w tym kraju obsługiwała ponad 80 proc. ruchu towarowego i 50 proc. ruchu pasażerskiego. Ma ona szczególne znaczenie dla eksportu towarów z Ukrainy. Udział ładunków eksportowych w całości pracy przewozowej wynosi 44 proc., a w masie przewozów – 35 proc. Kolej odegrała też kluczową rolę po agresji Rosji na Ukrainę. W pierwszych dniach wojny przewozy pasażerskie dostały priorytet ewakuacji mieszkańców i odbywały się bez rozkładu, ze zmniejszoną prędkością, by utrudnić ataki agresora na składy. W ciągu pierwszego miesiąca wojny ponad 3 mln osób zostało przetransportowanych bezpłatnie z centrum, południa i wschodu kraju na zachód. Kursowały także specjalne pociągi do polskich miast na Wschodzie.

Eksperci wskazują, że ukraińska kolej ma swoje problemy i ograniczenia – jednym z nich jest m.in. duże zużycie taboru, które powoduje dużą nieefektywność przewozów. Średni stopień zużycia wagonów towarowych wynosi prawie 90 proc., osobowych – 92 proc., a prawie wszystkie lokomotywy i 56 proc. wagonów osobowych ma średni wiek powyżej 40 lat. Mimo to niemożliwe jest zastąpienie ukraińskiej kolei jakimkolwiek innym, zbliżonym pod względem efektywności, środkiem przewozu towarów i pasażerów. Dlatego też bez inwestycji transportowych i poprawy jakości połączeń kolejowych z sąsiednimi krajami, a przede wszystkim z Unią Europejską, Ukrainie będzie trudno odbudować się z powojennych zniszczeń i odnieść sukces gospodarczy. Polska, jako kraj UE graniczący z Ukrainą (która od czerwca ub.r. ma status kandydata), ma szansę na odegranie w tym procesie znaczącej roli.

Właściwie każdy projekt, który będziemy wspólnie realizować, w jakiś sposób przyczyni się do integracji Ukrainy z Unią Europejską, bo założenie jest takie, że proces odbudowy będzie szedł w parze z tą integracją. Chodzi o to, żeby odbudować Ukrainę według europejskich standardów i dostosowując ją do europejskiego prawa, do którego zresztą i tak prędzej czy później będzie się musiała dostosować, żeby stać się państwem członkowskim – mówi Maciej Popowski.

Niezbędnym elementem włączenia Ukrainy do wspólnoty będzie integracja polskiego i ukraińskiego systemu kolejowego. Jak na razie utrudniają ją różnorakie bariery – od biurokratycznych związanych m.in. z zawiłościami celnymi i paszportowymi, po techniczne, jak np. kwestie taboru, rozstawu torów (w Polsce wynosi 1435 mm, a w Ukrainie 1520 mm, ale możliwy jest także 1524 mm) czy różnych systemów zasilania trakcji elektrycznej.

Z tych powodów do tej pory UE miała dość słabą integrację z siecią kolejową Ukrainy. Współdziałanie ograniczało się do kilku niezbyt szybkich pociągów pasażerskich oraz kilku odcinków o szerokości toru 1435 mm, biegnącymi na terytorium Ukrainy, a także kilku odcinków o szerokości toru 1520 mm, przedłużonymi na terytorium krajów UE na odległość do kilkuset kilometrów. Proces integracji będzie się zatem wiązał z wielomiliardowymi inwestycjami. A to tylko jeden z obszarów, w którym muszą zajść zmiany.

Integracja europejska jest wyzwaniem dla każdego kandydata. My, jako Komisja Europejska, przedstawiliśmy opinię na temat stanu przygotowań Ukrainy, która pozwoliła przyznać jej status kandydata do członkostwa już w czerwcu ub.r. Jednocześnie wyraźnie opisaliśmy, jakie kroki należy jeszcze podjąć, żeby to było możliwe. One dotyczą m.in. walki z korupcją, reformy wymiaru sprawiedliwości, ochrony mniejszości narodowych i wolności mediów. Ta lista zadań na pewno będzie dłuższa, ale też nie będzie zaskoczeniem. Ukraina już w tej chwili bardzo intensywnie przygotowuje się do członkostwa, ale będziemy jej w tym procesie pomagać – zapewnia przedstawiciel Dyrekcji Generalnej KE ds. Polityki Sąsiedztwa i Negocjacji w sprawie Rozszerzenia UE.

Polska może się stać hubem odbudowy Ukrainy. Krajowe firmy będą mogły wziąć udział w projektach wartych miliardy dolarów

– Proces odbudowy Ukrainy określi całokształt polsko-ukraińskich relacji gospodarczych na wiele lat do przodu – mówi Tetiana Chuzha z Polskiej Agencji Inwestycji i Handlu, która prowadzi bazę polskich przedsiębiorstw zainteresowanych wzięciem udziału w tym powojennym przedsięwzięciu. Obecnie jest w niej ok. 1,7 tys. polskich firm, z czego ok. 1/3 reprezentuje sektor budowlany. Według Polskiego Instytutu Ekonomicznego stoi przed nimi ogromny potencjał, bo wartość projektów do zrealizowania w samym Donbasie sięgnie ok. 150–200 mld dol.

– Proces odbudowy Ukrainy będzie bardzo istotnym czynnikiem, który określi całokształt polsko-ukraińskich relacji gospodarczych. My oczekujemy, że Polska stanie się hubem odbudowy, miejscem, przez które będą działać zarówno polskie, jak i zagraniczne firmy, które będą też korzystać ze wsparcia, pośrednictwa i pomocy polskiego biznesu. Według Polskiej Agencji Inwestycji i Handlu odbudowa Ukrainy to będzie takie hasło, które określi współpracę polsko-ukraińską na wiele lat do przodu – mówi agencji Newseria Biznes Tetiana Chuzha, menedżer ds. rozwoju biznesu w Zagranicznym Biurze Handlowym PAIH w Kijowie, tymczasowo operującym z Warszawy.

Trwająca już prawie rok wojna w Ukrainie spowodowała w tym kraju ogromną skalę zniszczeń, a straty powiększają się z każdym dniem rosyjskiej inwazji. Jak podaje Polski Instytut Ekonomiczny, w wyniku działań wojennych zostało zdewastowane co najmniej 100 tys. km2, a zniszczeniu uległa infrastruktura cywilna, transportowa i energetyczna. Kijowska Szkoła Ekonomii oszacowała dotychczasowe, łączne straty infrastrukturalne na ok.136 mld dol. Natomiast władze ukraińskie oraz Europejski Bank Inwestycyjny wskazują, że łączny koszt powojennej odbudowy Ukrainy może wynieść ponad 1 bln dol.

Skala tego przedsięwzięcia będzie ogromna – odtworzenie zniszczonych budynków, zakładów pracy i infrastruktury, stabilizacja fundamentów makroekonomicznych oraz ponowne włączenie Ukrainy w globalne łańcuchy dostaw będzie wymagać znaczącego udziału zachodnich partnerów. Polska – m.in. ze względu na bliskość kulturową, dobre relacje oraz duże zaangażowanie polskich firm na ukraińskim rynku jeszcze przed wojną – może być jednym z liderów tego procesu.

– Tak naprawdę bieżąca odbudowa cały czas trwa, bo ukraińskie władze ogłaszają przetargi na remonty dróg, odbudowę mostów. To już się dzieje. Na razie polski biznes nie może tam wejść ze zrozumiałych powodów, bo to jest po prostu niebezpieczne. Jednak taka odbudowa w czasie wojny jest potrzebna przede wszystkim do tego, żeby podtrzymać ducha Ukraińców, aby oni widzieli, że mimo wojny część kraju się odbudowuje. Wiadomo, że ta wielka odbudowa, na którą czeka polski biznes, jeszcze jest przed nami – mówi ekspertka PAIH.

Potencjał przyszłej współpracy jest olbrzymi. Na międzynarodowej konferencji poświęconej odbudowie Ukrainy, która w ubiegłym roku odbyła się w szwajcarskim Lugano, ustalono, że Polska i Włochy będą odpowiedzialne za odbudowę Donbasu, czyli jednego z najbardziej zdewastowanych regionów Ukrainy. Polski Instytut Ekonomiczny oszacował, że – biorąc pod uwagę wielkość tej części kraju – realizowane tam projekty będą odpowiadały za ok. 15–20 proc. całego planu odbudowy Ukrainy i będą mieć wartość rzędu 150–200 mld dol.

Polska Agencja Inwestycji i Handlu już w połowie ubiegłego roku zaczęła tworzyć bazę polskich firm, które są zainteresowane wznowieniem eksportu i udziałem w odbudowie Ukrainy. Obecnie znajduje się w niej ok. 1,7 tys. przedsiębiorstw, z czego ok. 1/3 reprezentuje sektor budowlany.

– Na podstawie tej bazy kontaktujemy się z firmami, przekazujemy im informacje o bieżącej sytuacji i projektach, które już się otwierają, oraz wydarzeniach, które organizujemy. Z tej bazy wyciągamy też informacje, jeżeli mamy zapytania o konkretnego producenta bądź konkretną branżę dla potrzeb odbudowy – wyjaśnia ekspertka PAIH. – Zainteresowanym firmom proponujemy również wpisanie się do dedykowanego katalogu, który jest opracowany w trzech językach: po polsku, ukraińsku i angielsku. To będzie narzędzie promocji polskiego biznesu dla odbudowy Ukrainy. Już zaczęliśmy wysyłkę newslettera do tych firm z bieżącymi informacjami dotyczącymi np. otwartych przetargów dla danych branż.

Przedstawicielka PAIH wskazuje, że branże, które mogą najbardziej skorzystać na powojennej odbudowie Ukrainy, to przede wszystkim budownictwo, ale też m.in. budowa maszyn, sektor ICT, rolno-spożywczy oraz medyczny i farmaceutyczny. To na nich skupia się budowana baza.

– Firmy z innych branż też mogą zarejestrować się w naszej bazie i opisać swoją ofertę – mówi Tetiana Chuzha.

Większość planowanych inwestycji i projektów odbudowy ma być skorelowana z reformami w Ukrainie (związanymi m.in. z walką z korupcją), tak aby stopniowo przybliżać ten kraj do członkostwa w UE.

Przewiduje się, że nowa Ukraina będzie zbudowana już według zasad europejskich, z uwzględnieniem ekologii i rządów prawa. Mamy nadzieję, że korupcja zostanie wyeliminowana – mówi ekspertka PAIH. – Ukraina jest już krajem kandydującym do Unii Europejskiej, ale ta kandydatura była przyznana trochę na wyrost. Teraz Ukraina musi spełnić szereg wymagań i dopiero wtedy będzie możliwy powojenny rozwój, od tego będzie też uzależnione przyszłe finansowanie.

W połowie stycznia br. wicepremier Jacek Sasin, podczas debaty dotyczącej przyszłej odbudowy Ukrainy w szwajcarskim Davos, informował, że Ministerstwo Aktywów Państwowych przygotowało już we współpracy z Ministerstwem Rozwoju i Technologii wielki plan udziału polskich firm w odbudowie Ukrainy. Mają uczestniczyć w nim zarówno podmioty prywatne, jak i spółki Skarbu Państwa.

PIE zauważa również, że choć projekt powojennej odbudowy Ukrainy jeszcze na dobre nie wystartował, Polska na razie aktywnie wspiera ją w wojennych wysiłkach. Według danych Międzynarodowego Funduszu Walutowego tylko we wrześniu 2022 roku wartość eksportu z Polski do Ukrainy była wyższa o 46 proc. niż rok wcześniej, natomiast import wzrósł w tym czasie o 23 proc. Jest to efekt dużego wsparcia w postaci eksportu broni oraz znaczącej pomocy humanitarnej dla Ukrainy. Rozwój instytucjonalny przyczynił się też do pogłębienia współpracy gospodarczej. Jak szacuje Narodowy Bank Polski, dochód z tytułu polskich inwestycji bezpośrednich w Ukrainie wzrósł z 34 mln euro jeszcze w 2014 roku do rekordowych 130 mln euro w 2021 roku.

Analitycy oceniają zresztą, że poza inwestycjami w odbudowę powojennych zniszczeń w przyszłości znacząco wzrosnąć może również skala polskich inwestycji bezpośrednich w Ukrainie. Według analityków w najbliższych pięciu latach ich wartość sięgnie ok. 30 mld dol. To zaś będzie oznaczać prawie 30-krotny wzrost, ponieważ jeszcze w 2021 roku Narodowy Bank Ukrainy szacował wartość bezpośrednich inwestycji z Polski na ok. 1,2 mld dol. PIE szacuje, że największe zaangażowanie rodzimych przedsiębiorstw będzie widoczne m.in. w sektorze energetycznym, budownictwie, części przemysłu czy usługach finansowych.

Co istotne, polski biznes może liczyć przy tym na pewne przywileje. Rząd Ukrainy podjął już bowiem działania usprawniające współpracę z Polską – wprowadził m.in. ustawę o specjalnym statusie Polaków w Ukrainie, która ma ułatwić im prowadzenie działalności w tym kraju.

Z drugiej strony Polska też stała się bezpieczną przystanią dla ukraińskich przedsiębiorców, którzy przyjechali tutaj, aby kontynuować działalność biznesową i po prostu zarabiać na życie. Ukraiński biznes relokuje u nas część swojej działalności, jak np. logistyka, magazyny, a nawet produkcja. Dotyczy to zwłaszcza przedsiębiorstw zorientowanych na eksport, którym zależy na utrzymaniu ciągłości dostaw dla klientów zagranicznych. Myślę więc, że ukraińscy przedsiębiorcy czują się u nas dobrze – mówi przedstawicielka kijowskiego biura PAIH.

Z raportu Polskiego Instytutu Ekonomicznego „Ukraińskie firmy w Polsce po wybuchu wojny” wynika, że w ciągu pierwszego półrocza wojny w Ukrainie jej obywatele przebywający w naszym kraju założyli tu w sumie ok. 14 tys. firm – 3,6 tys. spółek i 10,2 tys. jednoosobowych działalności gospodarczych. 75 proc. badanych przedsiębiorstw otworzyło działalność w Polsce z konieczności pozyskania środków na utrzymanie siebie i rodziny, a 50 proc. podjęło próbę kontynuowania na tutejszym rynku działalności biznesowej prowadzonej przed wojną w Ukrainie. Dla 30 proc. ukraińskich przedsiębiorców duży wpływ na podjęcie decyzji o starcie z biznesem w Polsce miała większa niż w innych krajach pomoc w uruchomieniu działalności.

Rekordowy rok portów w Szczecinie i Świnoujściu. Inwestycje w offshore i gazoport umocnią ich pozycję na Bałtyku

Budowa terminala kontenerowego, który będzie w stanie przyjmować największe statki, jakie mogą wpływać na Bałtyk, rozbudowa gazoportu i projekty związane z sektorem offshore – to najważniejsze, realizowanie obecnie inwestycje w Porcie Szczecin–Świnoujście. Już w tej chwili jest to najszybciej rozwijający się zespół portowy na południowym Bałtyku. Realizowane inwestycje mają ten rozwój dodatkowo przyspieszyć, choć władze portu wskazują, że prognozy na nadchodzący rok są obarczone wieloma niewiadomymi. – W ciągu ostatnich dwóch–trzech lat mieliśmy już dwa „czarne łabędzie” i miejmy nadzieję, że one nie latają stadami – wskazuje Daniel Stachiewicz, wiceprezes zarządu Morskich Portów Szczecin i Świnoujście. 

– W ubiegłym roku na terenie portów Szczecin–Świnoujście wolumen przeładunków wyniósł ponad 36,8 mln t, czyli o blisko 3,6 mln t więcej niż w 2021 roku, a największy udział w tym wzroście miały paliwa. Duży wzrost osiągnęliśmy w przeładunkach gazu LNG w gazoporcie w Świnoujściu, a drugą grupą był węgiel, czyli ładunek masowy, który jest niezbędny dla polskiej gospodarki – mówi agencji Newseria Biznes Daniel Stachiewicz.

Według danych Ministerstwa Infrastruktury w ubiegłym roku wolumen przeładunków w Porcie Szczecin–Świnoujście zwiększył się w sumie o 11 proc. r/r, do poziomu 36,8 mln t, i był to piąty najwyższy wynik na Bałtyku. Na port ten przypada 27,6 proc. przeładunków w polskich portach morskich. Dziś jest on najbardziej dynamicznie rozwijającym się zespołem portowym na południowym Morzu Bałtyckim, ze wzrostem przeładunków w latach 2011–2022 na poziomie 72 proc.

W ubiegłym roku przeładunki węgla były o 51 proc. wyższe niż w 2021 roku (w sumie 4,3 mln t). Dostawy LNG wzrosły o blisko 55 proc. – w gazoporcie obsłużono 58 jednostek, podczas gdy w roku 2021 było ich 35. Przeładunki paliw wzrosły o 42,5 proc., a obroty w grupie rud metali – o 11,4 proc. Spadki odnotowano z kolei w drobnicy oraz w segmencie zbóż, co jest po części efektem odblokowania ukraińskich portów i eksportu płodów rolnych bezpośrednio z Ukrainy.

– Szacujemy, że w 2023 roku nastąpi wzrost przeładunków gazu, ponieważ infrastruktura gazoportu jest w trakcie procesu inwestycyjnego, który ma się zakończyć właśnie w tym roku. To będzie ok. 8,7 mld m3 gazu, co przelicza się na ok. 6,2–6,3 mln t. Zapewne utrzymane zostaną też przeładunki węgla, a także wszystkie pozostałe grupy ładunkowe – ocenia wiceprezes ds. ekonomiczno-finansowych Morskich Portów Szczecin i Świnoujście.

Jak zaznacza, prognozy na nadchodzący rok są jednak obarczone dużym ryzykiem, ponieważ na wolumen przeładunków w porcie Szczecin– Świnoujście może wpłynąć m.in. rozwój sytuacji w Ukrainie.

W tej sytuacji, która trwa od dwóch–trzech lat, ciężko cokolwiek przewidywać. Najpierw w 2020 roku w całej gospodarce doświadczyliśmy pandemii COVID-19, 24 lutego 2022 roku przyniósł wybuch wojny w Ukrainie, o którym zapewne większość z nas w ogóle nie myślała, że może się zdarzyć. Mamy już więc dwa czarne łabędzie w tym otoczeniu makroekonomicznym, w którym działa port. Mam nadzieję, że one nie latają stadami – mówi ekspert. – Zależy nam na tym, żeby port maksymalizował ilość przeładunków, ponieważ to jest dobre zarówno dla gospodarki, operatorów, jak i dla podmiotu, którym jest zarząd portu i który wszystkie środki pozyskane z pracy operatorów reinwestuje później w infrastrukturę portową.

To właśnie realizowane inwestycje mają wpływ na coraz szybszy rozwój i rosnący wolumen przeładunków. W ubiegłym roku zakończyła się m.in. modernizacja toru wodnego Szczecin–Świnoujście, który został pogłębiony do 12,5 m. Całkowity koszt inwestycji wyniósł 1,9 mld zł. Zrealizowane zostały również inwestycje poprawiające kolejowy dostęp do portów w Szczecinie i Świnoujściu.

– Najważniejsze inwestycje, które realizujemy obecnie, są związane z infrastrukturą zabezpieczającą bezpieczeństwo państwa i to jest przede wszystkim rozbudowa terminala LNG – mówi Daniel Stachiewicz. – 13 października ub.r. podpisaliśmy też umowę dotyczącą budowy terminala do obsługi morskich farm wiatrowych. W początkowej fazie będzie on spełniać funkcję terminala instalacyjnego, natomiast później posłuży jako terminal serwisowy i obsługowy dla morskich farm wiatrowych.

Jak podkreśla, inwestycją bardzo istotną nie tylko z punktu widzenia portu, ale i całego Pomorza Zachodniego jest również budowa terminala kontenerowego, który powstanie na wschód od gazoportu i przejmie funkcje obecnego portu wewnętrznego w Świnoujściu. Będzie w stanie przyjmować największe statki kontenerowe, jakie mogą wpływać na Bałtyk. Zgodnie z założeniami jego możliwości przeładunkowe mają sięgać 1,5–1,6 mln TEU rocznie, a planowane zatrudnienie w nowym terminalu to ok. 700–900 osób.

– W ubiegłym roku został wybrany partner do dalszych rozmów – konsorcjum podmiotów, które będą dążyły do tego, aby na otwartym morzu zbudować terminal o możliwości przeładunkowej do 1,5 mln TEU w skali roku. Tak więc jest to potężne przedsięwzięcie, które bardzo wzmocni pozycję Szczecina–Świnoujścia zarówno na mapie portów bałtyckich, jak i w sieci TEN-T, do której należą – mówi wiceprezes ds. ekonomiczno-finansowych Morskich Portów Szczecin i Świnoujście.

Zmiany w Kodeksie spółek handlowych ułatwią cudzoziemcom zakładanie biznesów w Polsce. W przygotowaniu są już kolejne

Zniesienie obowiązku PESEL przy rejestracji spółki oraz obowiązek udostępniania przez Ministerstwo Sprawiedliwości wzorów umów spółek prawa handlowego w języku innym niż polski – to dwie wprowadzone w grudniu ub.r. zmiany w Kodeksie spółek handlowych (KSH), które mocno ułatwią cudzoziemcom zakładanie i rozwijanie biznesu w Polsce. Są wśród nich też takie, na które uwagę powinni zwrócić polscy przedsiębiorcy, a na tym nie koniec zmian – w przygotowaniu są już kolejne modyfikacje KSH, które mają na celu m.in. przyspieszenie cyfryzacji postępowań rejestrowych i działalności spółek. 

15 grudnia ub.r. ustawodawca wprowadził w Kodeksie spółek handlowych kolejne zmiany. Co prawda nie tak wielkie jak te z 13 października ub.r., ale znaczące zwłaszcza z punktu widzenia cudzoziemców, którzy chcą prowadzić w Polsce działalność gospodarczą w Polsce w formie spółki. W tym celu nie trzeba już mieć numeru PESEL – mówi Łukasz Świątek, adwokat w Kancelarii act BSWW legal & tax.

Grudniowa zmiana w KSH w praktyce oznacza, że osoby, które nie mają obowiązku posiadania numeru PESEL, ale przy zakładaniu w Polsce spółki są wpisywane do Krajowego Rejestru Sądowego, muszą jedynie wskazać w nim datę urodzenia. Dla cudzoziemców to duże ułatwienie zwłaszcza w przypadku rejestrowania spółki elektronicznie, w ramach systemu S24.

– Mimo to w dalszym ciągu rekomendujemy wyrobienie sobie numeru PESEL po to, żeby móc wyrobić ePUAP, żeby zgłosić spółkę do Centralnego Rejestru Beneficjentów Rzeczywistych czy chociażby podpisać sprawozdanie finansowe spółki. Nie jesteśmy jeszcze całkiem kompatybilni w ramach wszystkich rejestrów – podkreśla Łukasz Świątek.

Jak wskazuje, kolejnym ułatwieniem dla obcokrajowców jest też obowiązek udostępniania przez Ministerstwo Sprawiedliwości wzorów umów spółek prawa handlowego spółki jawnej, spółki komandytowej, prostej spółki akcyjnej i sp. z o.o. nie tylko w języku polskim, ale także w innym języku, zrozumiałym dla jak największej liczby obcokrajowców, czyli najprawdopodobniej angielskim. Adwokat ocenia, że ta zmiana mocno ułatwi im rozpoczynanie działalności w Polsce.

– Kolejną kwestią, interesującą również dla polskich przedsiębiorców, jest zakończenie problemu z zakładaniem rachunku bankowego dla spółek z o.o. w organizacji, jeszcze przed zarejestrowaniem ich w KRS-ie. Teraz każdy bank ma bowiem obowiązek założyć dla takiej spółki rachunek bankowy – mówi adwokat w Kancelarii act BSWW legal & tax. – Ten nowy przepis niby zmienia niewiele, spółka z o.o. w organizacji powinna mieć rachunek bankowy. Jednak w praktyce zmienia bardzo dużo, ponieważ dotąd wiele banków kwestionowało możliwość założenia rachunku bankowego dla spółki z o.o. w organizacji, przed wpisaniem do KRS-u. Teraz każdy podmiot, każda osoba, która zakłada taką spółkę, ma prawo tego od banku wymagać.

Dzięki tej zmianie problemem przestanie być kwestia wnoszenia przez wspólników wkładu na pokrycie kapitału zakładowego spółek z o.o. w organizacji zakładanych w systemie S24. Cały ten proces będzie można przeprowadzić elektronicznie i za pomocą online’owej bankowości.

Nie mniej ważną zmianą jest też potwierdzenie w Kodeksie postępowania cywilnego zasady poświadczania odpisów dokumentów przez profesjonalnych pełnomocników, wypracowanej w praktyce sądowej. Wskutek nowelizacji od 15 grudnia ub.r. elektroniczne poświadczenie odpisu dokumentu przez występującego w sprawie pełnomocnika będącego adwokatem, radcą prawnym lub radcą Prokuratorii Generalnej RP, a także elektroniczne uwierzytelnienie odpisu udzielonego mu pełnomocnictwa następuje z chwilą wprowadzenia ich do systemu teleinformatycznego. 

Adwokat Kancelarii act BSWW legal & tax wskazuje, że na tym jednak nie koniec zmian w KSH. W przygotowaniu są już kolejne, które mają na celu m.in. przyspieszenie cyfryzacji postępowań rejestrowych i działalności spółek.

– Polski i unijny ustawodawca się nie nudzą. W planach jest szereg kolejnych, wielkich zmian, takich jak np. transgraniczne przeniesienie siedziby spółki. Z punktu widzenia cyfryzacji warto wymienić też łączenie rejestrów, czyli łączenie KRS z KRK, bazą numerów PESEL – mówi Łukasz Świątek. – Inną ciekawą zmianą, która wymaga w szczególności zainteresowania polskich przedsiębiorców, jest też całkowita elektronizacja możliwości założenia spółki cywilnej. Jak na razie ta elektronizacja i procedura jednego okienka objęła jednoosobowe działalności gospodarcze, spółek cywilnych na razie nie dotyczy. Jednak w Sejmie toczą się prace nad nowymi rozwiązaniami, które od 1 stycznia 2024 roku mają pozwolić również spółkom cywilnym na całkowitą elektronizację postępowania rejestrowego oraz dokonywanie zmian w ramach prowadzonej działalności.

O ułatwieniach dla cudzoziemców związanych z prowadzeniem działalności gospodarczej w Polsce Łukasz Świątek mówił podczas styczniowego spotkania Thursday Gathering. Organizatorem cotygodniowych spotkań społeczności innowatorów w warszawskim Varso jest Fundacja Venture Café Warsaw.

Proekologiczne oczekiwania konsumentów zmieniają politykę firm. Widać to zwłaszcza w handlu internetowym

Aktualizacja 1.02.23 10:00

Co piąty Polak dba o środowisko i myśli o ekologii – wynika z badania Open Research, które pokazuje też, że społeczna świadomość związana z ekologią rośnie. Także podczas zakupów – według danych podawanych przez DS Smith, ponad 46 proc. Polaków zastanawia się, co zrobi z opakowaniem po zakupionym produkcie, a 50 proc. z nich wybiera wyłącznie opakowania, które można później poddać recyklingowi. Eksperci wskazują, że tzw. zielony e-commerce to w tej chwili jeden z najważniejszych trendów w internetowym handlu, ale z biegiem czasu ekologia będzie mieć rosnący wpływ na politykę firm niemal z każdej branży. Wymuszą to właśnie stale rosnące oczekiwania konsumentów w zakresie ochrony środowiska i klimatu. 

– Badania panelu Ariadna pokazały, że w tej chwili tylko dla 35 proc. Polaków ważne jest, czy firma spełnia normy środowiskowe, czy dba o społeczną odpowiedzialność. To oznacza, że dla ponad 60 proc. Polaków ten aspekt wciąż nie jest ważny, liczy się raczej rachunek ekonomiczny. Jednak zmiany muszą nadejść. Jeżeli mniejsze, polskie firmy chcą współpracować z tymi największymi, muszą spełniać pewne wymagania środowiskowe – mówi Damian Kuraś, dyrektor Instytutu ESG. – Ja bym apelował do Polaków, żeby kupowali mniej, żeby sprawdzili w koszyku w centrum handlowym, czy naprawdę potrzebują tak wielu tanich towarów. Być może warto kupić trochę mniej, ale mieć świadomość, że dany produkt rzeczywiście powstał w sposób zrównoważony i z poszanowaniem dla planety.

Według ubiegłorocznego raportu Ministerstwa Klimatu i Środowiska, aż 81 proc. Polaków raczej dobrze bądź zdecydowanie dobrze ocenia własną postawę ekologiczną. Jednak te deklaracje nie zawsze idą w parze z realnymi działaniami na rzecz środowiska i klimatu. Tylko niecała połowa (47 proc.) wymieniła całe domowe oświetlenia na energooszczędne żarów LED, a jeśli odłączają od gniazdka nieużywane ładowarki, to raczej ze względów ekonomicznych niż ekologicznych. Polacy znacznie częściej wybierają też samochód niż inne, bardziej ekologiczne sposoby dojazdu do pracy, a 33 proc. przyznaje, że stara się pilnować ekonawyków nawet na wakacjach, ale nie zawsze im to wychodzi („raport Ekologiczne zachowania Polaków” 2022, MKiŚ).

– Życie w ten sposób potrafi być trudne, ponieważ wymaga wyrzeczeń. Jesteśmy narażeni na wiele pokus, przede wszystkim na działanie reklam, marketing, ciągle pojawiają się produkty, których wydaje nam się, że potrzebujemy. Brak czasu też powoduje, że często próbujemy wybrać najprostsze albo najtańsze rozwiązania, to wszystko jest wyzwaniem – mówi propagatorka ruchu zero waste Anna Czartoryska-Niemczycka.

Są też jednak pozytywy: zdecydowana większość społeczeństwa przyznaje się do segregowania śmieci (85 proc.) oraz korzystania z toreb i opakowań wielokrotnego użytku (85 proc.) i oszczędzania energii w domu i w pracy (78 proc.). Co piąty Polak zachowuje się wzorowo, jeśli chodzi o dbanie o środowisko i globalne myślenie o ekologii – wynika z ubiegłorocznego badania Open Research, które pokazuje też, że Polacy całkiem dobrze orientują się w pojęciach dotyczących ekologii, a społeczna świadomość związana z tym tematem z biegiem czasu rośnie. Także podczas zakupów, bo – jak wynika z badania – już 39 proc. Polaków woli wybierać marki, które dbają o środowisko, średnio co trzeci kupuje ekologiczne kosmetyki i produkty spożywcze.

– Polscy konsumenci coraz częściej zwracają uwagę na to, czy kupują ekologicznie – mówi Kamila Koźbiał, dyrektor marketingu DS Smith w krajach Europy Środkowo-Wschodniej. – Coraz ważniejsze jest dla nich również to, co dzieje się wokół produktu, który kupują. Dla przykładu widzimy, że w kanale e-commerce konsumenci chcą mieć pewność, że kupowane przez nich produkty są wysyłane w ekologicznych, odpowiednio dopasowanych opakowaniach. Są świadomi tego, że zbyt duże opakowanie, w którym jest mały produkt, generuje bardzo duży koszt środowiskowy.

Jak podaje DS Smith, jeden z największych producentów opakowań, każdego roku w zbyt dużych opakowaniach do polskich konsumentów dostarczanych jest ponad 40 mln m3 powietrza. Takie pakowanie przesyłek w źle dopasowane pudełka generuje prawie 2,5 mln dodatkowych kursów samochodów dostawczych, co przekłada się na ponad 42 tys. ton zbędnego CO2. Równie dużym problemem środowiskowym są materiały wykorzystywane do pakowania paczek – ze względu na ich zbyt duży rozmiar w Polsce marnuje się rocznie blisko 89 tys. t tektury i ok. 333 mln mkw. plastikowej taśmy klejącej.

– Konsumenci chcą wiedzieć, z czego wykonane są opakowania produktów, czy są one papierowe czy plastikowe, czy można je poddać recyklingowi – mówi Kamila Koźbiał.

Według danych UKE, w 2021 roku do rąk polskich konsumentów trafiały średnio 2 mln przesyłek dziennie. Z badań zleconych przez DS Smith wynika, że 40 proc. z nich zdarza się odbierać paczki, które są zbyt duże w stosunku do wysłanego produktu, a 43 proc. uważa, że sprzedawcy używają do ich spakowania zbyt dużej ilości taśmy. Tymczasem dziś konsument oczekuje czegoś wręcz przeciwnego – blisko połowa (46 proc.) chce otrzymywać zamawiane produkty w ekologicznych opakowaniach pochodzących z recyklingu.

– Mając świadomość, jak duży wpływ na środowisko mają tego typu praktyki, konsumenci się im sprzeciwiają. Około 1/3 wyraźnie deklaruje, że jeżeli otrzymuje swoje produkty spakowane w zbyt dużym opakowaniu, to następnym razem rozważy zakup u innego dostawcy, a 18 proc. deklaruje, że na pewno nie kupi więcej w takim sklepie – mówi dyrektor marketingu DS Smith w krajach Europy Środkowo-Wschodniej.

Z ubiegłorocznego raportu „Green Generation”, który powstał m.in. przy współudziale Allegro, wynika, że aż 85 proc. polskich internautów i 77 proc. e-kupujących zauważa podczas zakupów w sieci różne nieekologiczne praktyki sklepów. Z kolei raport Gemiusa „E-commerce w Polsce 2022” pokazuje, że dla niemal połowy badanych ważny bądź bardzo ważny jest wpływ formy dostawy i zwrotu zamówionej przesyłki na środowisko. Tzw. zielony e-commerce to w tej chwili jeden z najważniejszych trendów w internetowym handlu.

Presja ze strony konsumentów jest dzisiaj równie skuteczna jak regulacje prawne, czy potrzeba obniżania kosztów funkcjonowania produktu w całym łańcuchu dostaw – mówi Kamila Koźbiał. – Ma to wpływ na politykę środowiskową firm. Wiedząc, czego oczekują konsumenci, firmy dostosowują się do ich wymogów. Widać to szczególnie w przypadku gigantów rynkowych. Ich działania mają też największy wpływ, ze względu na skalę. Jeżeli wyobrazimy sobie dużą międzynarodową firmę z branży FMCG, to często jedna mała zmiana – chociażby np. o milimetr mniejsze opakowanie – generuje oszczędności środowiskowe w całym łańcuchu dostaw. Ten 1 mm może się przełożyć na np. 20 proc. wzrost ilości produktu w jednym transporcie , co przelicza się na mniej samochodów na drodze i obniżenie emisji CO2.

– Trzeba też zauważyć, że na rynek pracy i na rynek konsumencki wchodzi młode pokolenie 20-latków, dla którego zmiany klimatu i środowisko są bardzo ważne. I ci ludzie sprawdzają, czy firma, w której albo chcą pracować albo od której chcą kupować produkty, działa w sposób zrównoważony. Ta presja – wraz z rosnącą liczbą młodych ludzi, dla których jest to ważne – będzie tylko rosła – dodaje dyrektor Instytutu ESG Damian Kuraś.

Jak wskazuje, w działaniach na rzecz zrównoważonego rozwoju najbardziej zaawansowane są duże firmy i korporacje, które od lat są obecne na międzynarodowych, bardziej rozwiniętych rynkach, gdzie większa jest też świadomość ekologiczna konsumentów. To one są pionierami zmian, ale prośrodowiskowe rozwiązania muszą wdrażać w tej chwili coraz mniejsze podmioty. Skłania je do tego nie tylko presja konsumentów, ale i aktualna sytuacja polityczno-gospodarcza wywołana wojną w Ukrainie.

– Firmy, które chcą się rozwijać, muszą jak najszybciej wprowadzać zmiany prośrodowiskowe, wdrażać technologie, które będą ograniczały zużycie energii i surowców. Muszą też tworzyć nowe produkty i usługi, które będą dostosowane do tej zielonej zmiany – podkreśla Damian Kuraś. – Takie działania są niezbędne, ponieważ wojna w Ukrainie sprawiła, że wzrosły ceny energii, spadła dostępność paliw. Firmy muszą więc przejść transformację energetyczną, inwestować w technologie dzięki którym będą oszczędzać surowce, generować mniej odpadów. Dzięki temu będą konkurencyjne na rynku. Wcześniej dużo mówiło się o tym, że wiele z nich robi tzw. ekościemę, czyli pozorowane ruchy ekologiczne i oczywiście to cały czas ma miejsce. Jednak biorąc pod uwagę, że ceny energii i surowców rosną, to tak naprawdę dziś w zdrowym interesie firm nie są działania pozorowane, ale aktywne działania na rzecz oszczędzania tych zasobów.

Rynkowi eksperci wskazują, że zrównoważony rozwój i społeczna odpowiedzialność biznesu w nadchodzących latach znacząco wpłyną na politykę firm niemal z każdej branży. Wymuszą to właśnie rosnące oczekiwania konsumentów dotyczące ochrony środowiska i klimatu. Badanie przeprowadzone przez Unilever pokazało, że już w 2017 roku ponad 33 proc. konsumentów deklarowało, że wybiera marki, które w ich opinii działają prospołecznie i proekologicznie, a z upływem czasu ten odsetek rośnie. Wciąż potrzebna jest jednak zakrojona na szeroką skalę edukacja ekologiczna, która skłania Polaków do działań na rzecz środowiska i klimatu, a tym samym oddziałuje również na politykę poszczególnych marek.

– Cieszy mnie to, że edukacja w zakresie ochrony środowiska – o tym, jaki mamy na nie wpływ , dlaczego trzeba segregować śmieci albo dlaczego trzeba zakręcać wodę – trafia już do dzieci od najmłodszych lat. Myślę, że gdy już będą dorosłymi i świadomymi konsumentami, być może będą podejmowali trochę inne decyzje niż my – mówi Anna Czartoryska-Niemczycka, aktorka.