Coraz większe ekonomiczne skutki bliskowschodniego konfliktu. Europosłowie żądają pilnego wsparcia dla krajów arabskich
| Autor | Redaktor Pinco.pl | Data | |
|---|---|---|---|
| Dział | Transport towarowy | Czytanie | 4 min |

Konflikt na Bliskim Wschodzie uderza w kluczowe szlaki dostaw ropy i transportu towarów do Europy. Zakłócenia obejmują cieśninę Ormuz, infrastrukturę przesyłową w Arabii Saudyjskiej oraz żeglugę przez Morze Czerwone. Ich skutki wykraczają poza rynek ropy i paliw – dotyczą także transportu towarów z Azji oraz dostaw LNG. Europa szuka alternatywnych źródeł dostaw, ale szybkie zastąpienie surowców z regionu Zatoki Perskiej jest trudne.
– W tej chwili mamy do czynienia z podwójnymi działaniami związanymi z atakiem na kraje arabskie, które nie są stroną konfliktu z Teheranem. Zostały jednak siłą rzeczy wciągnięte w ten konflikt, ponieważ Teheran je zaatakował. Jeżeli chodzi o rurociąg Wschód–Zachód, mieliśmy do czynienia z zablokowaniem możliwości transportu z Arabii Saudyjskiej do Europy. Mieliśmy dwie drogi: pierwsza to oczywiście Ormuz, przez który przepływa 20 mln baryłek dziennie, a rurociąg Wschód–Zachód został niestety zaatakowany. Widzimy tego skutki na stacjach benzynowych – mówi agencji Newseria Jacek Ozdoba, europoseł z Prawa i Sprawiedliwości, członek partii EKR.
Cieśnina Ormuz jest jednym z kluczowych szlaków transportu surowców energetycznych na świecie. Według Międzynarodowego Funduszu Walutowego przepływa przez nią 20–21 mln baryłek ropy dziennie, czyli około jednej piątej światowej podaży. Przez Ormuz przechodzi również około jednej czwartej światowego handlu LNG oraz jedna trzecia handlu nawozami i helem.
Jedną z głównych alternatyw dla transportu przez Ormuz jest saudyjski rurociąg Wschód–Zachód, którym ropa trafia do portu Janbu nad Morzem Czerwonym. Według MFW jego przepustowość sięga 7 mln baryłek dziennie. We wrześniu ataki na rurociąg czasowo zatrzymały przesył. Według amerykańskiej Energy Information Administration przed atakami transportowano nim ponad 5 mln baryłek dziennie. Po atakach cena ropy Brent wzrosła w połowie września nawet do 110 dol. za baryłkę. Po naprawie rurociągu i częściowym wznowieniu przesyłu ceny zaczęły spadać.
– Złożyliśmy projekt rezolucji w sprawie wsparcia krajów arabskich. Reprezentuję w tej sprawie Europejskich Konserwatystów i Reformatorów. Ataki na Bahrajn, Kuwejt, Katar, Zjednoczone Emiraty Arabskie czy Arabię Saudyjską przybierają coraz większą skalę. Jaki jest pomysł? Oczywiście zaprzestanie wojny, dlatego że ataki bezpośrednio z Iranu, jak i poprzez Jemen i nie tylko, prowadzą do tego, że kolejna cieśnina została zablokowana, tym razem na Morzu Czerwonym. To prowadzi do katastrofalnej sytuacji – ocenia Jacek Ozdoba.
Napięcia na Bliskim Wschodzie mocno się odbiły na światowych cenach ropy. Według najnowszej prognozy EIA, opublikowanej 6 października, średnia cena ropy Brent wyniosła we wrześniu 114 dol. za baryłkę, o 23 dol. więcej niż w sierpniu. W IV kwartale 2026 roku EIA spodziewa się średniej ceny na poziomie ok. 105 dol. za baryłkę.
Wyższe ceny ropy przełożyły się na koszty jej importu do Unii Europejskiej. Według danych Eurostatu w II kwartale 2026 roku wartość sprowadzanej ropy była o 55,8 proc. wyższa od miesięcznej średniej z 2025 roku, choć jej wolumen zwiększył się tylko o 1,2 proc. W tym samym czasie deficyt UE w handlu produktami energetycznymi zwiększył się z 71,3 mld euro w I kwartale do 101,1 mld euro w II kwartale.
– Jeżeli mowa o Morzu Czerwonym i południowej cieśninie, to mamy do czynienia z zablokowaniem całego transportu. Co więcej, oprócz ceny ropy cena transportu, inflacja, ale również gaz, który jest dostarczany w formie skroplonej, np. z Kataru – tłumaczy europoseł.
Przez Morze Czerwone przebiega jeden z głównych szlaków handlowych łączących Azję z Europą. Jego południowym wejściem jest cieśnina Bab al-Mandab, łącząca Morze Czerwone z Zatoką Adeńską. Według MFW przepływa przez nią obecnie około połowy statków w stosunku do poziomu sprzed rozpoczęcia ataków w 2023 roku. Część armatorów wybiera dłuższą trasę wokół Afryki, co wydłuża transport i zwiększa jego koszty.
Sytuacja w regionie wpływa również na dostawy gazu. Według MFW przez cieśninę Ormuz przechodzi około jednej czwartej światowego handlu LNG. UE sprowadza jednak gaz skroplony z kilku kierunków. Jak podaje Eurostat, w II kwartale 2026 roku 63,2 proc. LNG sprowadzanego do Unii pochodziło ze Stanów Zjednoczonych. Na Rosję przypadało 17,3 proc., a na Algierię 8,1 proc.
– Próbuje się zwiększyć wydobycie na przykład z Morza Norweskiego, z północy, ale tej skali nie da się odtworzyć na podstawie innych źródeł. Również Stany Zjednoczone czy Wenezuela nie są w stanie z dnia na dzień się przestawić, więc jesteśmy dzisiaj w przededniu gigantycznego kryzysu – podkreśla Jacek Ozdoba.
Europa nie jest uzależniona od jednego kierunku dostaw ropy. Z danych Eurostatu wynika, że w II kwartale 2026 roku największym dostawcą surowca do UE były Stany Zjednoczone, z udziałem 18,8 proc. Na kolejnych miejscach znalazły się Norwegia – 14,3 proc. i Kazachstan – 13,4 proc.
Skutki zakłóceń w dostawach częściowo łagodzą przekierowanie części ropy z państw Zatoki Perskiej na trasy omijające cieśninę Ormuz, większa podaż z innych źródeł oraz wykorzystanie zapasów. MFW wskazuje również na ograniczenie popytu. Nie pozwoliło to jednak w pełni zrekompensować spadku eksportu ropy i gazu z regionu po zakłóceniach w cieśninie Ormuz i na Morzu Czerwonym.
Źródło: http://biznes.newseria.pl/news/coraz-wieksze-ekonomiczne,p1200196175